Dzienniki 1945-1950

Agnieszka Osiecka

Dzienniki 1945-1950

Prószyński i S-ka, Warszawa 2013


O „Dziennikach” A. Osieckiej mówi się obecnie głośno i wszędzie. Od słynnej już wypowiedzi M. Umer, że …”będą szokować”, minął przeszło rok. Czy szokują w istocie? Niekoniecznie, a już na pewno nie w tej edycji. Co nie znaczy, że ich wartość literacka jest przez to mniejsza. Pisze je dziewięcioletnia, a potem trzynastoletnia egzaltowana panienka z Saskiej Kępy. Emocjonalna, ambitna, kokieteryjna, wrażliwa, uganiająca się za chłopcami, uprawiająca siatkówkę, pływająca, grająca w ping ponga, powie kiedyś: „Wszystkie moje powodzenia były moimi klęskami”. Ta szczerość, dokładność, precyzja jaką przejawia także w pisaniu, dodatkowo nieustanna huśtawka nastrojów, charakterystyczna nie tylko dla tego okresu twórczości, komplikowały jej stosunki towarzyskie. Z tego także powodu stawia sobie niejednokrotnie pytanie: kim jestem? Osobiste doświadczenia życiowe osadzone w ówczesnej PRL-owskiej rzeczywistości, w ukrytej autobiografii, jaką są „Dzienniki” to temat na tyle wdzięczny, że w późniejszych latach wykorzysta je w twórczości poetyckiej i prozatorskiej. Diarystyka poetki to także źródło deklaracji, ZMP-owskiego zaangażowania w komsomolską politykę, mimo, że panienka z dobrego domu czytała w trzech zachodnich językach, chodziła na lekcje fortepianu, a jej koneksje rodzinne sięgały kilku znamienitych rodów. Czy ten początkowy okres twórczości zdradzał jej zdolności literackie? I tak, i nie. Dzienniki momentami bardzo zwyczajne, za chwilę magiczne, iskrzące dowcipem, okazują się z całą pewnością więcej niż poprawne. Warto je przeczytać. ACG.