„Dobra gwiazda” przyświecała twórczości J. Kulki

„Dobra gwiazda” przyświecała twórczości Jana Kulki. Jest moje miasto Kladsko Glatz Kłodzko Przestrzeń historii zamknięta w trzech nazwach /Jan Kulka – Niedaleko twierdzy/.

Twórczość Jana  Kulki to twórczość trudna, twórczość trudnego losu. Utożsamia się w niej autor ze św. Franciszkiem Jałmużnikiem, postaciami Breugla i Boscha. Nie jest mu obce doświadczenie egzystencjalne. Tak o jego poezji, we wstępie do Wierszy wybranych napisał krytyk i poeta, przyjaciel domu państwa Barbary i Jana  Kulków – Krzysztof Karasek. Czytając w niej jak w lustrze o marzeniach, cierpieniach, blaskach i cieniach  autor przekonuje nas o swoim wielkim talencie. Podobnego zdania jest Maja Dzierżyńska, która rozmawiając ze mną o sztuce, stwierdziła: „każda dziedzina sztuki, w tym oczywiście poezja wyraża jakąś wartość, kiedy mówi prawdę o człowieku”. A ja myślę, że  taka właśnie prawda zawarta jest  w literackiej spuściźnie Jana Kulki. Jan zawsze tęsknił za Kłodzkiem. W Łomży, mimo osiągniętych sukcesów i doznanych zaszczytów, tak do końca nigdy się nie odnalazł –  wyznała żona poety – Barbara Kulka, która przyjechała do nas z fabularyzowaną autobiografią męża,  Pod dobrą gwiazdą. Dotyczy ona życia i twórczości okresu kłodzkiego. Przyrzekłam Janowi, że ją wydam i bardzo mnie cieszy, że dotrzymałam słowa –  mówiła na Spotkaniu z Twórcą  12 czerwca 2013  w Saloniku prasowym naszej Biblioteki. Nie było łatwo, ale mimo napotkanych trudności, które mnie jeszcze bardziej mobilizowały, zamierzony cel osiągnęłam. Pamiętam z jakim zachwytem przyglądałam się pierwszemu egzemplarzowi trzymanemu wreszcie w moich dłoniach, jak nie mogłam nacieszyć się jej zapachem. Mówiąc o tych szczęśliwych chwilach miała młodzieńcze błyski  w oczach. Opowiadając o sesji naukowej, jaką Jan kulka przygotował Miłoszowi, a potem jeszcze wielu innym twórcom, nie ukrywała dumy z męża. W Łomży nasz dom z czasem stał się salonem artystyczno-literackim- dodała. Gościliśmy w nim wybitne osobistości  ze świata kultury, literatury, sztuki i kościoła. Święto Kultury Staropolskiej, Miting Poetyki na Rzecz Pokoju, Miłosz nad Narwią, Łomżyński Klub Literacki, Łomżyńskie Spotkania Poetyckie, Teatrzyk Żywego słowa i Kłodzkie Wiosny Poetyckie, to tylko wybrane tytuły dokumentów, które oglądać można na wystawie wspomnieniowej poświęconej życiu  i twórczości Jana Kulki. Aż trudno uwierzyć, że zmieściły się one w małej walizce i  jednej tubie, które Barbara Kulka ze sobą z Łomży przywiozła. Jest do wydania jeszcze jedna książka, nad którą muszę popracować. Dotyczy ona  okresu katowickiego Jana –  zdradziła nam pani Barbara. A my wierzymy, że i to zamierzenie uda się na pewno. Serdecznie Pani tego życzymy.(ACG )

Rozmowa z Barbarą Kulką – żoną  poety  Jana Kulki

Odwiedziłaś Kłodzko po paru latach nieobecności. Przywiozłaś nam fabularyzowaną autobiografię męża – najpierw kłodzkiego, a od 1977 roku – łomżyńskiego poety – Jana Kulki. Książka Pod dobrą gwiazdą ukazała się w roku 2011, nakładem Barbary Kulki. Ale zanim  ujrzała światło dzienne z jej wydaniem wiązało się wiele problemów.

Rzeczywiście, ostatnio byliśmy w Kłodzku  w maju 1997 roku, na zaproszenie Muzeum Ziemi Kłodzkiej w ramach spotkania „My, Kłodzczanie”. Jan, decyzją Rady Miejskiej, otrzymał tytuł „Honorowego Obywatela Miasta Kłodzka”, bardzo sobie cenił to wyróżnienie. Po dziesięciu latach od śmierci Jana udało się opracować powieść do druku  i zrealizować  jej wydanie. Jan dyktował mi ją przez ostatnie cztery lata swojego życia. Akcja powieści rozgrywa się w Kłodzku, ale z pewnością mogłaby się wydarzyć w każdym innym miejscu opisanym w latach 60. i 70. XX wieku. Oczywiście książka ukazała się dzięki wsparciu sponsorów, za co jestem bardzo wdzięczna. O wszystkich trudach i niepowodzeniach, jakie trafiały się po drodze do wydania książki szybko się zapomina.

Promocji książki towarzyszyła wystawa  wspomnieniowa złożona z dokumentów, które tak skrzętnie pielęgnujesz. Przywiozłaś je w jednej niedużej walizce i tubie – podobnych rozmiarów.

Chciałam przypomnieć i przybliżyć 45 lat pracy twórczej Jana Kulki. Jan był człowiekiem bardzo pracowitym i nazbierało się tego sporo: zarówno publikacji książek, czasopism w których ukazywały się wiersze, fragmenty prozy. Wiele tekstów literackich zostało przetłumaczonych i ukazało się poza krajem. Był  niestrudzonym działaczem kultury –  organizował liczne sesje literackie, jubileusze czy wystawy- pisał recenzje do katalogów.  Sporo zdjęć z ciekawymi ludźmi pióra, teatru. To tylko telegraficzny skrót tego, co Jan dokonał. Opowiedzieć całe życie poety na sześciu planszach i w kilku gablotach nie jest rzeczą łatwą.

Książka nie powstałaby bez Twojego udziału. Pan Jan  był już wtedy bardzo chory. Jak dobrze pamiętam, on dyktował, ty zapisywałaś  jego wspomnienia na maszynie.

Jak już wspomniałam zapisywałam tekst na maszynie walizkowej REMINGTON, jeszcze wtedy nie mieliśmy komputera. Większe fragmenty były już wcześniej zapisane  w maszynopisie, na licznych kartkach, podczas dyktowania Jan dodawał swoje dodatkowe myśli. Książkę nosił w sobie przez 20 lat, najtrudniej było napisać pierwsze zdanie, a potem  już było łatwiej. Tak się złożyło, że byłam przez 26 lat sekretarką u mistrza Jana, przeszłam dobrą szkołę życia. Robiłam każdą korektę kolejnego tomiku wierszy.

Akcja powieści  zamyka się w datach 1958 – 1970. Są to czasy, o których my, Polacy chętnie zapomnielibyśmy. Twój mąż postąpił odwrotnie, jakby na przekór losowi, odnotował je, nie ukrywając, że nie było mu łatwo. I jak podkreślałaś, niczego nie żałował.

Właśnie dlatego napisał tę książkę, żeby nic nie uległo zapomnieniu. Chciał zostawić świadectwo, ślad tamtej epoki, oddać atmosferę, która wtedy panowała w „szarych” smutnych czasach, w tym trudnym dla bohatera okresie.

W autobiografii opowiada także o tych bardzo trudnych dla niego kolejach losu. Podczas promocji książki ktoś z publiczności zapytał o imię głównego bohatera, dlaczego Baryt? Odpowiedziałaś jednym zdaniem. Baryt, to kamień, który się nie ściera. To daje do myślenia.

Mimo wielu porażek zabrał ze sobą bagaż doświadczeń, które potem realizował w swoich dalszych życiowych planach. Odwołam się do słów Jana: „W Kłodzku przeżyłem swoje najpiękniejsze doświadczenia literackie i życiowe: miłość i rozpacz, radości i klęski.”

Rozpoznając w wydawnictwie szereg postaci z kłodzkiego środowiska, przypominamy sobie związane z nimi historie. Jednak najwięcej  wspomnień poświęconych jest Ewie. Czy zdarzyło się tak, że w Łomży pojawiała się ona w waszych rozmowach?

Oczywiście – Ewa to Anna Zelenay. Została nieuporządkowana spuścizna literacka po Annie. Jan nosił się z zamiarem wydania większej całości o życiu i twórczości Anny, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. Ukazały się wiersze zebrane w Wydawnictwie „Ossolineum” 1975r.,  z posłowiem Jana -„Samotność zwielokrotniona”. Monodram „Łakoma krasy świata” – recytowany przez aktorów scen polskich. Jest jeszcze sporo niedokończonych, zaczętych pomysłów. Wszystko spisywałam i jest w domowym archiwum.

Kilka fragmentów poświęca autor Kłodzkiej Galerii BWA i jej dyrektorowi.

Tak, to było ważne miejsce dla miasta i kultury, trochę magiczne – skupiało i przyciągało zdolnych twórców, często zaczynających swoją  artystyczną drogę. Wszystko jednak zależy od ludzi, którzy podchodzą do swojej pracy z pasją, tak też  było i w tym przypadku.

Lata, o których pisze Twój mąż, były dla rozwoju kulturalnego naszego miasta bardzo ważne. Kłodzko w tym czasie rozsławiły na całą Polskę Wiosny Poetyckie.  Jan Kulka wraz z Anną Zelenay i wieloma innymi  kłodzkimi twórcami był ich współorganizatorem.

Tak, słynne Kłodzkie Wiosny Poetyckie należały do najpopularniejszych imprez literackich w kraju. Uczestniczyli w nich niemal wszyscy znaczący polscy poeci, literaci i krytycy. Jan wspominał, że dla miasta było to prawdziwe święto. Spotkania  poetyckie odbywały się też poza Kłodzkiem w Polanicy, Dusznikach.

Zaangażowanych w to wielkie przedsięwzięcie było wielu ludzi: zarówno pracowników kultury, grafików i zaprzyjaźnionych osób, które towarzyszyły poetom na spotkaniach (zawozili swoimi samochodami i gościli w swoich domach).

W Łomży przeżył podobne lata świetności. Zorganizował, z Twoją pomocą, sesję naukową poświęconą Czesławowi Miłoszowi.

Sesja literacka „Być poetą” poświęcona Czesławowi Miłoszowi w 1981 roku (dwudniowa)  była jedną z wielu, które się odbyły w Łomży. Był pomysłodawcą sesji poświęconych : Janowi Kochanowskiemu – 1984r., Feliksowi Bernatowiczowi – 1986r., Miting Poetycki; „Poeci na rzecz pokoju” – 1986r., sesja – 3 Maj – 1991r., „Poeta pyta świat milczy” – poświęcona Stanisławowi Grochowiakowi – 1992r. i ostatnia sesja (trzydniowa) Łomża – Wilno (Cela Konrada) poświęcona Adamowi Mickiewiczowi. Między kolejnymi sesjami, spotkaniami w szkołach, powstawały wiersze, opowiadania, eseje i ostatnie dzieło – powieść.

Wspominałaś, że wasz dom w Łomży był salonem artystyczno-literackim. Gościliście w nim wybitne osobistości  ze świata literatury, sztuki i kościoła.

Tak, zazwyczaj zapraszani goście na spotkania: literaci, aktorzy, plastycy wstępowali do nas na herbatę, która często przeciągała się długo w noc. Jakoś wszystkim wygodnie było na naszej zabytkowej kanapie, a czasami i trzeba było posadzić gości na podłodze, bo wszystkie miejsca powyżej były zajęte. Mieliśmy wspólnych znajomych, było miło posłuchać nowych wieści ze świata kultury, tym bardziej, że nieczęsto wyjeżdżaliśmy z Łomży. W naszym domu bywało tak wiele znakomitości, że trudno byłoby wszystkich wymienić: począwszy od poetów, malarzy, którym Jan organizował spotkania i wystawy. Mogę jedynie wspomnieć o pani Zofii Kucównie, którą gościliśmy w środę popielcową. Z obiadu zostały tylko ziemniaki, więc zapukałam do sąsiadki po wsparcie – a ta wręczyła mi garnek zupy szczawiowej – i tak ugościliśmy panią Zofię, która powiedziała, że dawno nie jadła tak domowego obiadu. Z aktorów był jeszcze pan Władysław Kowalski, któremu tak dobrze siedziało się na naszej kanapie, że chciał odwołać spotkanie w domu kultury, na które czekała zniecierpliwiona publiczność. Jeszcze ciekawsze spotkanie było ze Zbigniewem Zapasiewiczem ( podczas sesji poświęconej Miłoszowi). Pan Zbigniew w dowód wdzięczności za smakowity posiłek, wygłosił dla zebranych gości jeden ze swoich słynnych monologów.

Przed Tobą nowe edytorskie zadanie: autobiograficzne wspomnienia męża dotyczące okresu katowickiego.

Czeka mnie kolejne podejście literackie. Jan dyktował mi początek pierwszej części powieści, w większości jest to bardzo rozsypane. Przede mną sporo pracy, mam nadzieję, że podołam i „Obrazy z rozbitego lustra” (taki będzie tytuł) uda mi się złożyć w całość…

Życząc Ci, aby tym razem zamierzenia  związane z jej edycją udało się zrealizować bez nieprzewidzianych niespodzianek, dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Chlebicka-Gałczyńska

 

GALERIA ZDJĘĆ (kliknij na miniaturkę aby powiększyć)

{gallery}Kul{/gallery}

{jcomments on}