Kiermasz kontra happening

Jeden cel, różne środki, jaki skutek? Co bardziej przyciąga, zwykły stolik czy z zabawą? Miła prowokacja czy jednak standard? Jesteśmy coraz bardziej nastawieni na konsumpcję. To w takim razie coś dla zmysłów inaczej podane na tacy… Przy okazji sprawdzian na skuteczność działań w Tygodniu Bibliotek, świętowanie. Taki rodzaj zdrowej konkurencji. Zdrowej, bo efekt sprzedaży i tak przecież do wspólnego worka. Jeszcze radość z zabawy i pomysłu.

Tanie (do)wolne książki na stoisku bibliotecznym zgodnie z tegorocznym hasłem „(do)wolność czytania”. Cena kusząca, jedynie 2 zł. Zainteresowanych sporo. Kasia, którą zaraziłam inicjatywą dzielnie zachęca czytelników i przechodniów do kupowania.

Kilka metrów dalej inny kram, ale spójny z akcją. Książki różne, nawet ogromne, to akurat atrapy, zawsze przydatne w marketingu. Kilka dywanów z plakatów, wiadomo, z reklamą lektur. Zrobione na zamówienie pseudo książki dla dzieci i drukowane ludziki (sporo zainteresowanych kupieniem właśnie ozdób!). Dziwny stolik przyciągający jak magnes?! Blat z wielkiej księgi z napisem (do)wolność czytania = (do)wolność wyobraźni. I te nogi stolikowe, trafione w dziesiątkę! Same ciekawe książki. Wszystkie do kupienia! Towar spod lady zawsze działał. Dobra lada też. Kasia zdumiona i roześmiana, przecież zabieram potencjalnych nabywców, ale co tam, to zabawa. Pan, który kupił kilka tytułów powrócił z kolegą po inne, pojawili się turyści spragnieni lektur, fotek z książkami. Spory utarg trafia do filiżanki – czytanki (będą nowe na półkach).

Wszystko przy zabytkowej fontannie w sercu miasta. Na schodkach poustawiane specjalnie dobrane prowokujące tytuły: „1001 książek, które musisz przeczytać”, „Co czytali sobie, kiedy byli mali”, „Książki i ludzie”. Obok czytająca pod chmurką bibliotekarka, „żywa reklama” wystawy w wypożyczalni kłodzkiej biblioteki – PANORAMA NIEPODLEGŁOŚCI. Dlaczego? Bo przed nią ulotki reklamowe i świeża bułeczka wydawnicza o wydarzeniach sprzed stu lat. Intrygująca opowieść Katarzyny Drogi o Aleksandrze Piłsudskiej, wielkiej damie II Rzeczypospolitej –„Kobieta, którą pokochał Marszałek”.

Czy takie nietypowe świętowanie Dnia Bibliotekarza ma sens? Zdecydowanie tak.

Pozytywnie zakręconych, którzy swoim współudziałem doceniają zaangażowanie na szczęście nie brakuje. Jeszcze gdyby tak wszyscy ludzie książki i bibliotekarze chcieli się przyłączyć, usiąść na schodkach ze swoją książką i czytać… To dopiero byłoby świętowanie…

Mariola Kowalcze