Tekst I Kłodzkiego Dyktanda

Rokrocznie w maju kłodzczanie obchodzą Dni Kłodzka  – święto ich supermiasta. Całemu przedsięwzięciu towarzyszy huraoptymizm (hurraoptymizm) zapaleńców spod znaku dobrej zabawy, czyli miłośników białego lwa – herbu miasta. Warto by zatem prześledzić arcyobszerny tegoroczny harmonogram imprez. Codziennie od godzin rannych do późnowieczornych czekają na mieszkańców i turystów nie lada atrakcje: wernisaże, minikoncerty, prezentacje wokalno-choreograficzne. Wszystkie imprezy są żmudnie przygotowywane przez rzetelnych profesjonalistów i amatorów. Widzowie obejrzą je zapewne pół stojąc, pół siedząc. Jak widać, atrakcji będzie co niemiara.
W tym miejscu warto odbyć wirtualną przechadzkę po tym wielce szacownym grodzie. Wędrówkę zacznijmy na Wyspie Piasek położonej w centralnej części miasta. Poniżej mostu św. Jana nie trzeba już przedzierać się przez chaszcze, nie widać też dawnego pasażu pseudosztuki popartowskiej. Zamiast sczerniałych murów obskurnych popowodziowych domostw, tudzież wymalowanych ohydnych quasi-arcydzieł, mamy niezwykłą wizytówkę miasta: plac zabaw z kolorowymi minifontannami, miejsce relaksu i rekreacji. Nieopodal, za wirażem znajduje się zrewitalizowany kanał Młynówki, którego nie lada atrakcją są pływające co najmniej ośmioosobowe niemalże weneckie gondole.
Nasz miniprzewodnik nie może pominąć gmachu dawnego kolegium jezuickiego, w którym obecnie znajduje się kłodzki ,,Chrobry”. W tym ponadtrzechsetletnim dwupiętrowym ze wszech miar interesującym obiekcie na uwagę zasługuje refektarz z bogatą sztukaterią, którą tworzą owocowo-roślinne esy-floresy z monogramem ,,IHS”. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszy się wirydarz służący półprzytomnym z niepohamowanej żądzy wiedzy żakom za miejsce wypoczynku w trakcie sześcioipółgodzinnego maratonu nauki.
Na koniec nieco przykrótki anons: właśnie wpisujemy się w nowo wprowadzoną tradycję zapoczątkowaną na 51. Dniach Kłodzka – I (1.)  Kłodzkie Dyktando.