Z małym rycerzem i za księżycem… w tamte strony

To inna opowieść. O kłodzkim Uniwersytecie III Wieku, dobrym czytelniczym początku Nowego Roku. O podróży na Wschód, ale bez biletu i mody. Za to historycznie, literacko, bardzo lokalnie, nawet muzycznie. Jaki pretekst? Wystawa w holu wypożyczalni kłodzkiej biblioteki KRESY – KSIĄŻKI – AUTORZY i wizyta miłych gości. Do tego wykład, raczej rozmowa i zabawa poprowadzona przez Mariolę Kowalcze.

Czym są dla nas Kresy? Pamięcią czy modą? To temat spotkania. Ale jaka brzmi odpowiedź każdego z nas? Jakie sugestie znajdziemy oglądając ekspozycję? Lubimy podróże, są teraz bardzo powszechne. Lecz nieważne, ile zrobimy pamiątkowych fotografii przy znanych pomnikach, ile zwiedzimy zabytków. Tylko czy znamy choć jedną historię kresową, czy potrafimy ją wskrzesić, opowiadać o niej, sprawić by trwała dalej. Dla tych, którzy w swoich metrykach mają wpisane kresowe zakątki, to powroty, wzruszenie, nostalgia, własna opowieść. Dla innych, którym cenzura nakazała czterdziestoletnie milczenie, to możliwość pokazania prawdy. Dla młodego pokolenia dobra lekcja historii, języka polskiego.

Jak radzi sobie z tym problemem ekspozycja biblioteczna? Na pewno umożliwia cofnięcie się w czasie i odwiedzenie Kresów Wschodnich inaczej. Bez podróży turystycznej. Pokazuje nasze korzenie, dziedzictwo kulturowe, naukowe. Przedstawia Kresy jako ziemie wielu narodów, kultur, języków – Polaków, Żydów, Ormian, Rusinów. Stanowi realne uzupełnienie historii o Kresach Wschodnich, pozwala ocalić je od zapomnienia. Poprzez dobór ważnej literatury, nietypowy Dział Książki Kresowej z jedenastoletnią cenną inicjatywą Stowarzyszenia Kresowian Ziemi Kłodzkiej. Umożliwia wszystkim poznanie dawnych mieszkańców, którzy ocaleli, zostali tam na zawsze lub trafili na Ziemie Odzyskane. Może naszych bliskich, znajomych. Pokazuje miejsca, ludzi, zabytki, zdarzenia, dzieje, okrucieństwo wojenne, zsyłki, holocaust po banderowsku, stalinowski terroryzm w opracowaniach naukowych i  relacjach świadków. Opowiada o autorach kresowych i sybirackich, kłodzkich wspomnieniach,  gościach Spotkań z Twórcą w naszej bibliotece, akcjach i projektach w ramach ratowania dziedzictwa narodowego. Umożliwia poznanie piękna zapisanego przez znanych prozaików, poetów, eseistów, artystów.

Czy to prawda, przekonała się o tym bardzo aktywna grupa pań i panów z Uniwersytetu III Wieku. Najpierw „Księżyc” Kazimierza Wierzyńskiego (poety z Drohobycza!) w wykonaniu Stanisława Markowskiego do odsłuchania.  Wykład, opowieści wystawowe, książkowe, sprawy naszej „małej ojczyzny”, historie o autorach. Potem słynne „W stepie szerokim” Jerzego Lutowskiego w wykonaniu oryginalnym Leszka Herdegena z 1969 r. Do tego niespodziankowy pakiet z utworami. I ku zaskoczeniu wszystkich prośba o wspólne śpiewanie. I tak 25 osób plus prowadząca z „pieśnią o małym rycerzu” przemaszerowało radośnie, głośno aż do saloniku, gdzie kolejna prezentacja książek i czasopism, specjalny dodatek do wystawy. Wspólne odrabianie lekcji języka polskiego, czyli zabawa w kresowy regał literacki. Bo na półkach zapanował okrutny bałagan. Należało uporządkować książki, poznać pisarzy, połączyć tytuły z autorami. Do tego gawędy, ciekawostki. Na stolikach poukładane zdjęcia zabytków sakralnych i zamków – kresowych strażnic Rzeczypospolitej.  Wszystko przy noworocznej herbacie, smakołykach, świecach… i wspólnym śpiewaniu, bo to chyba bardzo się spodobało. Co w repertuarze? Wiadomo, ulubiony bohater, wzór godny naśladowania z Sienkiewiczowskiej Trylogii. Wielokrotnie, donośnie aż dudniło w ratuszu. Też jako specjalny prezent dla najprawdziwszej Kresowianki rodem ze Lwowa.

W nagrodę i podziękowaniu książka na półkę uniwersytecką, oczywiście do działu kresowego, pamiątkowe zakładki – zaproszenie do lektury. W rewanżu miły wpis do kroniki bibliotecznej i radość ze spotkania.
„Życia dawnego już nie ma; musiało odejść; rozumiem, ale żal…” jak mówi Melchior Wańkowicz. To prawda. Żal. Możemy wskrzeszać pamięć, czytać, rozmawiać. Kresy żyją w książkach.